sobota, 25 lutego 2017

Zostałam bezdomna

zostałam bezdoma

Znacie to powiedzenie? Mężczyzna musi w swoim życiu spłodzić syna, wybudować dom i zasadzić drzewo? My mamy córkę, wynajęte mieszkanie i…zakończyliśmy żywot kilku marketowych orchidei. I jest to stan, który nazywamy "pełnią szczęścia", jednak dla innych - okazuje się - że to wciąż za mało.


Sielnaka urlopu macierzyńśkiego odeszła w niepamięć. Powróciłam do pracy i dość szybko zostałam uświadomiona, że wykarmienie i odchowanie dziecka nie jest wcale aż taką zasługą. W dzisiejszych czasach ludzie zamiast odchowywać dzieci, wolą sobie odchowywać rzeczy. A że ja na tym polu nie mam zbyt wielu zasług, to jak to mówiła pewna mądra surykatka - znalazłam się na końcu łańcucha pokarmowego. 

Chcąc nie chcąc powróciłam więc na tor wyścigu szczurów, a wszyscy ci, którzy podjęli się manewru wyprzedzania, dali mi do zrozumienia, że mój dom nie jest moim domem i właściwie idiotką byłam, nazywając go tak w myślach. W dodatku (o zgrozo!) niekiedy miałam odwagę myśli te wypowiedzieć. Bo co z tego, że w czterech ścianach czekają na mnie cudowni ludzie i równie wspaniałe zwierzaki, skoro czynsz płacę obcej kobiecie, a nie bankowi. 

Współczesne pokolenie Polaków bardzo wzięło sobie do serca powiedzenie postaw się, a zastaw się. Zastawiają się w bankach byle tylko móc postawić wymarzony dom, który spłacać będą przez całe swoje dorosłe życie. Przerażające. Przerażające, że i ja kiedyś do nich pewnie dołączę, w zamian dopłacając jeszcze spokojny sen. Póki co jednak nacieszę się wolnością, jaką daje życie na końcu łańcucha. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz