poniedziałek, 13 lutego 2017

Co ja tu do cholery robię?



-Kiedyś tego pożałujesz - krzyknęła w progu.
-Chciałbyś! - odpowiedziałem może zbyt pewnie.


A teraz stoję przy cienkich drzwiach z dykty, w dziesięciopiętrowym wieżowcu, z majątkiem ukrytym w jednorazówce z Biedronki.

-Kurwa - powiedziałem niby sam do siebie, jednak na tyle wyraźnie i głośno, bo usłyszeli mnie nowi sąsiedzi. W odpowiedzi otrzymałem jedynie dźwięk tłuczonego szkła. Coraz wyraźniejsze kroki na schodach zmusiły mnie do wciśnięcia klucza w wyrobiony już zamek. Przede mną było tu takich wielu - chcących rozpocząć nowy etap w swoim marnym życiu. Wszedłem do środka i rozglądając się po nagich ścianach szukałem źródła światła.

Kilka promieni słonecznych przedostawało się przez pociemniałe od sadzy okno. Wiedziałem, że za nim znajduje się świat tych, którym się udało. Gdzieś w głębi mnie tliła się nadzieja, że i ja kiedyś do nich dołączę, ale jeszcze nie dziś. Dziś muszę posprzątać gruz, umyć okno i spróbować się zadomowić. Może zaprzyjaźnię się też sąsiadami. Wielu z nich też było po tamtej stronie lecz błędy przygnały ich z powrotem.

Zrobiłem więc kilka kroków, rozpostarłem ramiona i zaciągnąłem się stęchniętym powietrzem.

- Żałuję - krzyknąłem - Żałuję! Słyszysz? Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej.


Witajcie w moim nowym domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz